Aneta Borowiec

Kłopoty z dojrzewaniem

Stoję na plaży. W płytkiej wodzie brodzi tuzin maluchów. Trafiłam na wakacje do tzw. rodzinnego ośrodka i gdziekolwiek spojrzę – ktoś gaworzy. Jedno dziecko od trzech kwadransów siedzi w plastikowym policyjnym samochodzie omywanym przez fale.
– Ciekawe, czy ubezpieczenie pokryje straty – rzucam rozbawiona w kierunku dorosłych, którzy stoją obok.
Cisza. Rozglądam się i wokół sami tatusiowie – czterech czy pięciu.
Jeden – nazwałam go Helikopter – nie oddalił się od syna, na oko czterolatka, na więcej niż pół metra. Dziecko jako jedyne brodziło w wodzie w pełnym rynsztunku: odblaskowa koszula z długim rękawem, spodenki z lycry i słomkowy kapelusz. Kropka w kropkę jak tata. „Nie wchodź tam, bo się przewrócisz!”, „Nie bierz tego do buzi, bo to brudne”, „Stój, tam jest głęboko!” – słuchając pana Helikoptera, przypomniałam sobie Dementorów z Harry’ego Pottera, którzy wysysali z ludzi radość i szczęście.
Uciekłam.
Bliżej pomostu dwulatek wkładał do buzi wodorosty. Gdy zaczął je przeżuwać, pan o figurze, którą moje koleżanki nazywają „lód na patyku” (na cieniutkich nogach unosił się ogromny brzuch), zareagował.
– Jola, Jola, zobacz, co on robi! – krzyknął w kierunku żony, która trajkotała z koleżanką na leżaku. Na wezwanie męża przybiegła na brzeg.
– Gdyby z takim zapałem wsuwały owsiankę, to byłoby bosko, prawda? – rzuciłam do tatusia. Udał, że nie słyszy. Zaśmiała się za to jego żona.
Chwilę porozmawiałyśmy. Dziewczyna dużo się śmiała i jeszcze więcej mówiła, dzięki temu dowiedziałam się, że mąż „jest dyrektorem” i ma stresującą pracę, „bo na ludziach to nie można polegać, same barany”.
Gdy sobie poszli, zerknęłam na sąsiada. Wpatrywał się w smartfon. Nawet gdy córka przybiegła pochwalić się znalezionym kamieniem. Byłam pod wrażeniem jego determinacji – na plaży nie było zasięgu. Jedna kreska pojawiała się na tarasie hotelu – wiem, bo zapytałam recepcjonistkę, skąd ten tłum na pięciu metrach kwadratowych z widokiem na wyłożone kostką podwórko, gdy z drugiej strony – jezioro po horyzont i pusto.
Spoglądałam w kierunku pana ze smartfonem kilka razy – nie oderwał od ekranu wzroku. Zaobserwowałam za to wyraźne napięcie na jego twarzy.Następnego dnia całą rodzinę spotkałam na śniadaniu. Żona i synek przeżuwali jedzenie bez energii. Tatuś rozmawiał przez telefon. – Mamusia żartuje, kefirem? Mam kefir do twarzy przykładać? – opór był znikomy, bo w ekran wpatrywał się prawie z nabożeństwem. Czekałam, aż powie, że facet musi być tylko trochę ładniejszy od diabła. Nie powiedział.
Wieczorem z balkonu z zasięgiem zadzwoniłam do przyjaciółki.
- Ktoś przystojny? Mam przyjeżdżać?
– Nie, same dzieci.
– Najważniejsze, by byli pełnoletni – usłyszałam śmiech w słuchawce.
– Nie, poniżej sześciu tygodni.
– Jak to?
– Między szóstym a ósmym tygodniem mózg rozwija się na tyle, że niemowlę zaczyna się uśmiechać na widok ludzkich twarzy. Nazywa się to uśmiech społeczny. No więc, żaden z obecnych tu panów nie jest jeszcze na tym etapie rozwoju. O rozmowie nie wspomnę.
Przyjaciółka singielka od lat narzekała na facetów – że dzicy, niewychowani,nie czytają książek, tyją i łysieją – co można by było przeżyć, gdyby mieli cojones, ale wiedzą, czego chcą, dopiero jak im mamusia powie etc. Tym razem nawet z nią nie dyskutowałam.
* * *
Kilka dni później podjechałam do warsztatu – coś ciekło, a nie powinno. Panowie naprawili, wsiadłam do samochodu i miałam wycofać się z podjazdu. Kłopot w tym, że było wąsko, bo jakiś facet – niedojrzały, przekonany,że jest pępkiem świata, i bez wyobraźni! – zastawił mi wyjazd.
– Pomogę pani – usłyszałam przez okno. Spod blond czupryny wpatrywał się we mnie nastoletni Brad Pitt. Miał na sobie poplamione drelichy.
Praktykant.
Uśmiechnęłam się z wdzięcznością.
– W lewo – pokazał mi. Skręciłam, ale bez przekonania.
– W lewo – powtórzył.
– A nie wjadę w te opony? – zapytałam niepewnie.
– Mamy dwa wyjścia. Jedno, że mi pani zaufa i nie wjedzie w te opony. Drugie – że mi pani nie zaufa i będziemy tak stać i dyskutować. Ale ja wtedy rezygnuję, bo muszę skończyć skręcanie tego samochodu obok. Więc bawimy się, czy zachowujemy jak dorośli?
* * *
– Kochana, w złym miejscu szukasz tych dorosłych facetów – kwadrans potem zaczęłam rozmowę z przyjaciółką…

Zobacz wybrane strony:

Zachęcamy do przeczytania artykułu
Dziewczyna z okładki

Elizabeth Tyalor: Zakochana w miłości

Była ostatnią z wielkich gwiazd w historii kina. Ale życiowej roli nie zagrała wcale przed kamerą

Zachęcamy do przeczytania artykułu
Lekcja historii

Lokomotywa do malowania

Po przyjeździe do Paryża Vincent van Gogh znalazł dobrego fryzjera, wstawia sobie protezę zębów i kupuje garnitur. To, co widzi w lustrze, wydaje mu się wspaniałe. W miesiąc maluje cztery autoportrety

Zachęcamy do przeczytania artykułu
One rządzą światem

Sara Blakley: Tyłek za miliard dolarów

Sara Blakley sprawiła, że chyba każda z nas ma w szufladzie co najmniej jedną sztukę obciskająco-modelującego ustrojstwa

Zachęcamy do przeczytania artykułu
Na Dzień Dziecka

Tworzę rzeźby przez obejmowanie

Nie ma dla dzieci specjalnej strawy, papki, którą one lepiej chłoną. Wszystko, co przyrządzamy, chcąc ułatwić im zrozumienie treści, jest infantylne. A dzieci nie lubią, jak się im upraszcza, szczebiocze. Chcą partnerstwa. O dzieciach rozmawiamy z ilustratorem i malarzem Józefem Wilkoniem

Zachęcamy do przeczytania artykułu
Z bliska/ Konkurs!

Nasz polskie śluby

Dzień, w którym ON i TY stajecie się WAMI, to środkowy rozdział w waszej opowieści. Przed wami i za wami – wiele. Od czego się zaczęło? Co się zdarzyło, że razem zdecydowaliście się iść przez życie? Czy było warto? Piszcie do nas!

Zachęcamy do przeczytania artykułu
Na Dzień Dziecka

Zamiast poradnika o wychowaniu dziecka

Oczytana poradami typu „wyłożyć podłogi dywanami” i „trzymać dziecko z dala od ostrych rogów mebli” byłam bliska o krok od puszczania moich synów po domu w motocyklowych kaskach. Skończyło się na wyłożeniu wnętrza mieszkania kartonami, przez co dom wyglądał jak przytułek bezdomnego – zapytaliśmy pięcioro pisarzy (Grażynę Plebanek, Grzegorza Kasdepkę, Magdalenę Parys, Joannę Olech i Michała Bułhaka) o rady dla rodziców

Zachęcamy do przeczytania artykułu
Dusza i reszta

Pożegananie z kobietą do sześcianu

Kult młodości? Bzdura. Większość mężczyzn lubi kobiety dojrzałe, często z cellulitem, nadwagą, zmarszczkami, bliznami. Ludzie pragną naturalności, ale wstydzą się do tego przyznać publicznie

Zachęcamy do przeczytania artykułu
Extra

Piłka nożna. Przewodnik dla niezakochanych

W czerwcu rytm życia tysięcy ludzi ułoży kalendarz piłkarskich mistrzostw Europy. Dla maniaków to cztery tygodnie obżarstwa, 51 meczów (czasem po trzy dziennie), z których żadnego opuścić nie można,bo nigdy nie wiadomo, kiedy zdarzy się widowisko wiekopomne (wbrew pozorom mecze o medale rzadko są tymi najlepszymi – stawka jest zbyt duża). Futbol to zdecydowanie coś więcej niż bieganina 22 spoconych zawodników za wypchanym cielęcym pęcherzem (takie były początki, dziś piłka jest z plastiku).

Zachęcamy do przeczytania artykułu
Dusza i reszta

Zuchwała jak Pippi

Przed lustrem stoi facet w przyciasnych spodniach i mówi: „Coś jest nie tak z tymi spodniami”. Obok, też w zbyt małych spodniach, stoi kobieta i mówi: „Muszę schudnąć” – o tym, dlaczego same siebie stawiamy do kąta

Zachęcamy do przeczytania artykułu
Podróże

Magia last minute

Pippi wspina się po drabinie do domu,Mamusia Muminka zaczyna gotować obiad, Królewna Śnieżka właśnie znalazła swojego księcia, na co Mikołaj kiwa z aprobatą: Ho, ho, ho – przedstawiamy miejsca,które kochają najmłodsi podróżnicy

Szukaj nas

W kioskach i salonach prasowych

Prenumerata
Okładka numeru Czytaj na tablecie: App Store Amazon Google play i komputerze: Publio.pl